Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać ... Zobaczymy jak to dalej pociągnę. Dziękuję jeszcze raz za komentarze i kieruję do was kolejną prośbę, proszę, podpisujcie się, kiedy komentujecie. Dzięki jeszcze raz za wszystko ...
_______________
- Nosz ja pierdolę! Zemdlała, to tyle, Lindsey zrozum, że to nie musi oznaczać ...
- Jesteś facetem! Nic o tym nie wiesz. - czarnowłosa przerwała brutalnie Gerardowi, który bezskutecznie próbował wybić z jej głowy jakiś durny zapewne pomysł.
- Po pierwsze moi drodzy, nasza niewiasta się obudziła. A po drugie, ja też biorę to pod uwagę. - powiedział poważnie Ray.
- Czy ja się dowiem o co wam chodzi? - spytałam nieco otumaniona, jednak na tyle przebudzona, aby rzucić w Ray`a swoją torebką. - Nie nazywaj mnie niewiastą! A teraz gadajcie mi tu natychmiast, dlaczego mnie obgadujecie?
- Bo widzisz ... - zaczął Gee, jednak Frank mu przerwał.
- Lyn uważa, że jesteś w ciąży. - wypalił brunet, który jak dotąd milczał. Dopiero po chwili dotarły do mnie jego słowa. Roześmiałam się.
- Ja? A niby z kim?
- No nie wiem, może ... Z Mikeyem? Przecież wszyscy słyszeliśmy co działo się u was w sypialni! - zaśmiał się Gerard.
- Przesadziłeś. - skwitowała Lindsey siadając na siedzeniu obok mnie.
- Czy wy możecie się przestać kłócić? - wydarł się wreszcie Bob, który był już wyraźnie zmęczony tym wszystkim, co działo się w limuzynie. - Twój brat, a nasz najlepszy przyjaciel nie żyje, za pól godziny powinniśmy być na cmentarzu, a wy spekulujecie, że jego dziewczyna ma w brzuchu bachora? Opanujcie się wreszcie! Nie uważacie, że to nie najlepsza chwila na sprzeczki?
- Bob nie wtrącaj się! - warknął Gerard.
- Nie! On dobrze mówi. To nie jest odpowiedni moment na kłótnie i wrzaski. - powiedział Frank.
- Frankie, siedź cicho, to nie twoja sprawa! - Gee zwrócił się w stronę bruneta.
- ZAMKNIJCIE SIĘ! - wrzasnęłam nie mogąc dalej wysłuchiwać tego wszystkiego. W limuzynie zapadła cisza, oczy wszystkich były zwrócone w moją stronę. - Nie jestem w ciąży, a nawet jeśli to chyba moja, a nie wasza sprawa, prawda? - zaskoczeni pokiwali głowami. - No właśnie. Więc łaskawie siedźcie cicho i jedziemy na cmentarz. Chcę to mieć już za sobą. - dodałam, a Bob dał kierowcy znak, że może już jechać.
W milczeniu przemierzaliśmy kolejne dzielnice New Jersey. Muszę przyznać, że ta wiosna była wyjątkowo deszczowa, choć może po prostu pogoda próbowała wpasować się w nastrój panujący w Newark. Ulice wydawały się być bardziej puste niż zwykle, zimne krople deszczu uporczywie dudniły o metalowe daszki nad sklepami. To było jak muzyka, jak marsz pogrzebowy. Zamknęłam oczy i starałam się wczuć w melodię jaką dyktowała ulewa. Cichutko, gdzieś w głowie zaczęłam nucić The Ghost of You. Przypomnieli mi się ci ludzie sprzed kościoła. Fakt, że wszystko to, co podarowali Mikeyowi zniknęło w płomieniach i noc, którą chciałam upojnie spędzić z Frankiem, ze swoim przyjacielem. W myślach zobaczyłam też moment, w którym przyszedł do mnie duch ukochanego. Jestem chora psychicznie, zmarli ... Duchy po prostu nie istnieją. Nie ma czegoś takiego jak anioły stróże. Nie ma! Ale czy ja na pewno nie chcę w to wierzyć? Już sama nie wiem, czego chcę. Z drugiej strony, czy oni wszyscy w obliczu śmierci ukochanej osoby wiedzieli by, czego pragną? Życie to podobno tylko początek, trudne przygotowanie do tego co będzie potem, tego co odkryć mogą wszyscy ale za życia nikt się o tym nie dowie. Nie możemy być pewni co czeka nas po drugiej stronie, tam, gdzie trafimy może wcale nie być lepiej. Jaką ironią jest, że człowiek żywy jeszcze pisze o tym, co czeka nas po śmierci. Po co właściwie jest śmierć i dlaczego tak często umieramy w cierpieniu? Czy ten ból jest karą, czy może wstępem do piekieł?
- Jesteśmy. - z przemyśleń wyrwał mnie cichy, troskliwy głos Frankiego. Kiwnęłam głową. To teraz będę musiała opowiedzieć coś o ukochanym.
Rozejrzałam się w poszukiwaniu Rebecki. Brunetka siedziała na krawężniku przy bramie i wpatrywała się w naszą stronę z lekkim zdziwieniem. Zastanawiałam się o co jej do cholery chodzi. Dopiero po chwili dostrzegłam, że nie patrzy się na nas, tylko na coś, a właściwie kogoś, kto stał za nami. Powoli obróciłam głowę. No tak, chłopcy z Muse. Zaprosiliśmy ich, bo wiedzieliśmy jak bardzo lubili Mikeya. Matt, Dominic i Chris stali w milczeniu oparci o bramę. Matt i Chris gapili się w nicość, a Dom uważnie przyglądał się Rebece. Ich wzroki chyba się spotkały. Postanowiłam to przerwać.
- Rebecca, wchodzisz, czy nie? - zwróciłam się do przyjaciółki, która spojrzała wreszcie na mnie.
- Już idę. - powiedziała jak w transie i wstała z krawężnika.
Teraz wpuścili nas bez problemów. Większość osób już stała na trawniku wokół głębokiej dziury. Staliśmy tam przez chwilę, na samym przedzie, a kiedy już wszyscy się zebrali i uspokoili ksiądz podszedł do mikrofonu stojącego na podeście i rozpoczął swoją przemowę. Nie słuchałam tego co mówił. Próbowałam się jakoś przygotować do przemówienia, lecz im dłużej o tym myślałam, tym bardziej chciało mi się płakać. Odruchowo już wtuliłam twarz w obojczyk stojącego tuż przy mnie Franka. On pogładził mnie dłonią po włosach i położył swoją skroń na mojej głowie.
- Będzie dobrze. - szepnął mi prosto do ucha. Nie wierzyłam mu, nie potrafiłam, może nie chciałam. Zamknęłam oczy i pozwoliłam łzom płynąć. Trwałam tak w objęciach Frankiego kilkanaście minut.
- Teraz ty Alice. - powiedział opuszczając dłonie. Otarłam łzy i ruszyłam przed siebie co jakiś czas zerkając na osoby zebrane. Powoli weszłam na podest i przejechałam wzrokiem po twarzach zwróconych w moją stronę.
- Mikey ... Był synem, wnukiem, bratem, przyjacielem, idolem i jakkolwiek to nie brzmi, kochankiem. Miał wrogów, to prawda, ale czy jest ktoś wśród nas, kto nie ma wrogów? No właśnie. Przez ostatnie kilka dni zastanawiałam się nad tym jaki był i o której z tych cech wam opowiedzieć. Pomyślałam, że właściwie każda by się do tego nadawała, jednak dopiero kilkadziesiąt minut temu zdałam sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy, mianowicie z faktu, że Mikey miał też przecież swoje złe strony i pomimo tego, że nie powinnam o nich mówić zrobię to.Nigdy nie wyobrażałam sobie, że będę musiała przemawiać nad czyimś grobem ... - nagle zauważyłam dziwną rzecz. Większość zebranych przestała płakać, a na ich twarzach pojawiły się uśmiechy, szerokie i szczere. Poczułam się dziwnie. Wyszczerzony Frank zrobił palcem kółko w powietrzu na znak, abym się obróciła. Rebecca, Lindsey i bob patrzyli z niedowierzaniem w moją stronę. Gerard wykonał ten sam gest, co Frank. To zmusiło mnie do obrócenia się. Stanęłam tyłem do ludzi i zesztywniałam. Widok, który zastałam wywołał u mnie nie mały szok. W garniturze, z zafarbowanymi, przyciętymi włosami, bez okularów, z pierścionkiem w ręce klęczał przede mną ... Mikey.
- Wyjdziesz za mnie? - usłyszałam. Te słowa rozbrzmiewały w mojej głowie przez kilka chwil, tego się nie spodziewałam. Wzięłam głęboki oddech, aby opanować uczucia, jakie mną targały. Delikatnie wzięłam do ręki pierścionek, kilka razy obracając go w palcach.
- Mikey jesteś ... jesteś ... - nie mogłam znaleźć odpowiedniego określenia na, w tej chwili, bruneta. - Jesteś najgorszym dupkiem, jaki ma okazję chodzić po tej ziemi. Odpierdol się ode mnie na zawsze! - wycedziłam przez zęby zostawiając go samego na podeście. Przyspieszyłam kroku po drodze wrzucając pierścionek do dwumetrowej dziury na trumnę. Przecisnęłam się przez tłum i wybiegłam z cmentarza zostawiając zaskoczone krzyki za sobą. Jedyne czego teraz pragnęłam, to znaleźć się jak najdalej stąd. Znienawidziłam go za to, że aby mi się oświadczyć musiał udawać martwego, musiał prawie doprowadzić do mojego samobójstwa. Rozpłakałam się. Przeszłam przez cmentarną bramę i rozejrzałam się. Dopiero po chwili dostrzegłam grupkę dziewczyn wyraźnie znęcających się nad jakąś różowowłosą. Dziewczyna wyraźnie mi kogoś przypominała. Natalie. Brunetka trzymała ją od tyłu za włosy i ręce, a blondyna wymierzała następne kopnięcia w brzuch. Widziałam, że ból był nie do zniesienia, bo dziewczyna z każdym kolejnym ciosem zwijała się coraz bardziej, z jej ust wypływała krew. Pozostałe dziewczyny tylko wykrzykiwały co jakiś czas obrzydliwe wyzwiska w skierowane do Natalie. Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić. Zrobiłam kilka kroków w ich stronę i wtedy zobaczyłam wzrok Natalie. Zauważyła mnie, bo w jej przymrużonych oczach pojawiła się iskierka nadziei. Przyspieszyłam i szarpnęłam blondynkę za kaptur, tak, że upadła na ziemię. Zaskoczona brunetka sama puściła dziewczynę, która zsunęła się na ziemię.
- Spadajcie. - warknęłam. - Spieprzać stąd, natychmiast! - krzyknęłam głośniej. Wszystkie dziewczyny zwiały, zostałam sama z różowowłosą. - Hej, Natalie, wszystko okej? Oddychaj powoli. - powiedziałam gładząc ją po włosach. - Możesz wstać? - spytałam, a dziewczyna krztusząc się krwią pokiwała głową na "tak". Powoli się podniosłam, po czym wzięłam ją pod ramię. Kiedy doszłyśmy do limuzyny, która czekała na parkingu Natalie była już prawie całkiem spokojna. Powoli wsiadłyśmy do auta. Poprosiłam kierowcę, aby podjechał pod nasz dom, najpierw się sprzeciwiał, że musi poczekać na chłopaków, ale krzyknęłam na niego, że ma jechać i w końcu ruszył.
- Mikey żyje. - powiedziałam po chwili ciszy, a dziewczyna uraczyła mnie co najmniej zaskoczonym wzrokiem.
- Jak to ... żyje? - spytała z niedowierzaniem ciągle powstrzymując krew.
- Żyje ... I ma się świetnie. - zakpiłam. Dziewczyna ciągle milczała, jednak rozchmurzyła się.
- Wiesz, podwieź mnie pod ten kościół, ja tam niedaleko mieszkam ... - powiedziała.
- Jesteś pewna? - spytałam, w końcu dziewczyna nie była w najlepszym stanie.
- Tak, dam sobie radę. - pokiwałam tylko głową i obróciłam się do kierowcy, aby podać mu mniej więcej dokładne namiary na kościół. Resztę drogi przebyliśmy w kompletnym milczeniu, nadal kipiałam ze złości, ale nie chciałam tego pokazywać przy Natalie. Dopiero kiedy podziękowała mi za pomoc i wysiadła z limuzyny walnęłam pięścią z całej siły w fotel i wyzwałam Mikeya od bezmyślnych, samolubnych skurwieli. Kiedy dojechaliśmy do domu wysiadłam z pojazdu trzaskając drzwiami i rzuciłam się do furtki. Wyjęłam zapasowy klucz zza doniczki z jakimś zielskiem. Słaba kryjówka, ale się przydaje. Weszłam do domu i nawet nie ściągając butów pobiegłam do sypialni swojej i Mikeya. Weszłam do środka i rozejrzałam się. Na półkach poukładane były zdjęcia, rysunki i figurki superbohaterów, kilka kubków ze Starbucksa poniewierało się na biurku wśród ołówków, książek i komiksów. To przypominało pokój jakiegoś nastolatka, ale Mikey tak też się zachowywał. Postanowiłam się wyładować. Jednym ruchem zrzuciłam na ziemię wszystko co znajdowało się na biurku i półkach, potargałam kilka rysunków i komiksów, które Mikey tak kochał. Przez cały ten czas śmiałam się jak wariatka. Potargane papiery rzuciłam na łóżko, na którym się po chwili położyłam. Przez myśl przeszło mi tylko, ze będę to musiała posprzątać, ale mu się należało. Zasnęłam wśród potarganych numerów specjalnych Batmana i rysunków postaci z Green Latern.
8/19/2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 Opinions:
no nareszcie aaa jak się cieszę i najważniejsze Mikey żyje :D
Jesteś wielka ale każdy to wie :D
Uwielbiam Cię <3
~ Hanul
huh. on żyje. x.x
nie powiem.. cholernie mnie zaskoczyłaś.. zresztą chyba nie tylko mnie ;D Ale pozytywnie ;] Przez poprzednie odcinki cały czas ryczałam a tu nic. x.x
Ale.. nie rozumiem jak Mikey wytrzymał z tym, że ona chciała się zabić..
Cholera.. Za każdym razem tak zaskakujesz, że w następnym pewnie okaże się, że to jakiś sen xD
Nie no.. dobra juz przestaję ;D
Komentarz właściwy: Uwielbiam twoje opowiadanie, ubóstwiam sposób w jaki piszesz. Dzięki za.. za wszytsko kurdę x.x
Czekam na następny. ^^
Huh. Gdybyś widziała ten uśmie ch na mojej twarzy jak w końcu zobaczyłam tu nowy odcinek ;D
;OOOOOOOOOOOOO
żyje? ale, że jak? jaka akcja!!!! xDD rozwaliłaś mnie tym ;D ale sobie Mikey wymyślił... i że jeszcze reszta na to przystała... szok.
Kocham Cię normalnie teraz, naprawdę ! ;D opłaciło się czekać na ten odcinek. Dodawaj nexta!!
Wow...
Brak mi słów.
Jestem ciekawa co będzie dalej.
Najlepszy blog jaki do tej pory udało mi się czytać ;D Akcja powalająca. W ogóle nie spodziewałam się tego, co się wydarzyło :o a tak jest najlepiej. kontynuuj, czekam na następny rozdział <3
Prześlij komentarz
Poniżej możesz wpisać co tylko Ci się podoba ... Z wyjątkiem SPAM`u i czegoś co jest nie związane z blogiem ...